ARCHE REWITALIZACJA MEBLI

Takie ładne rzeczy!

23.09.2024

Resocjalizacja to nie tylko to, co zapisane w paragrafach, ale zdolność nadążania za życiem, znajdowania sojuszników i możliwości. To, czy więźniowie opuszczą mury choć trochę lepsi, zależy w dużej mierze od więzienników. Od tego, czy im chce się wysilić, rozejrzeć, zaprosić kogoś do współpracy. W całej Polsce jest mnóstwo takich wychowawców, terapeutów, dyrektorów i rzeczników. Dziś piszemy o kilkorgu. O wielu już pisaliśmy, następni czekają, by o nich opowiedzieć.

Resocjalizacja przez pracę to nic nowego, ale na to zajęcie trzeba sobie zasłużyć. Nie dość, że osadzeni robią ładne rzeczy, które służą odpoczynkowi i relaksowi, to jeszcze pracodawca o nich dba i stwarza perspektywy na przyszłość, a oni odkrywają w sobie nieznane dotąd talenty. Warunki do twórczej resocjalizacji zapewniła im kadra jednostek penitencjarnych w Siedlcach i Warszawie-Służewcu.

Rzadko zdarza się, żeby osoba pozbawiona wolności miała okazję złożyć autograf na dziele, które może zobaczyć pół Polski. Osadzeni z Zakładu Karnego w Siedlcach dostali taką możliwość, a każdy, kto zobaczy artystycznie pomalowane przez nich samochody, nie przejdzie obok nich obojętnie. Na białych autach więźniowie malują ptaki, zwierzęta, motywy regionalne. To projekty autorstwa Moniki Wojciechowskiej – artystki malarki, która jest dyrektorem artystycznym kontrahenta siedleckiej jednostki, grupy Arche.

obrazek

Daniel Kopeć z grupy Arche wspiera w działaniach żonę, Monikę Wojciechowską – tu oboje w pracowni stolarskiej siedleckiej jednostki

Nie tylko kreski i kropki

Na początku była zwykła współpraca kontrahenta z więziennictwem. – Później okazało się, że kontrahent to grupa, która poza biznesem realizuje też misję na rzecz osób wykluczonych społecznie i można razem podziałać – mówi por. Przemysław Turyk, wychowawca i rzecznik prasowy siedleckiej jednostki, który czuwa nad programem resocjalizacyjnym z zakresu przeciwdziałania prokryminalnym postawom „Tolerancja”, adresowanym do recydywistów penitencjarnych.

– Kiedy w maju 2022 roku szłam do więzienia po raz pierwszy, byłam pełna obaw o to, czy panowie, którzy tu są nie z własnej woli, będą mnie w ogóle chcieli słuchać – mówi Monika Wojciechowska, także prezes Stowarzyszenia Arche, które udostępnia jednostce samochody do arteterapii. – Zwłaszcza że nie oferowałam im zatrudnienia, ale współpracę w ramach projektu resocjalizacyjnego. Nazwaliśmy go „Tolerancja”, bo o tym jest: że ludzie są różni, mają różny wygląd, czasem talenty, a czasem dysfunkcje. Malowanie naszych nowych samochodów jest jedną z części tego programu, tą najbardziej widoczną.

Artystka była pozytywnie zaskoczona, bo spodziewała się spotkać twardzieli o stępionej wrażliwości.

– Tymczasem panowie słuchali, byli zaciekawieni i chętni do współpracy – wspomina. – Później, kiedy już zaczęli malować, poważnie traktowali każdą uwagę i bardzo cieszyli się z efektów.

Uczestnicy programu „Tolerancja” nie muszą mieć talentów plastycznych tylko chęci. – Ostatnio zaproponowałam nowemu osadzonemu, trochę wycofanemu i zamkniętemu w sobie, żeby spróbował – mówi st. szer. Edyta Mikołajczuk, wychowawca oddziału VIII siedleckiej jednostki. – Nie był przekonany czy potrafi, ale później był bardzo zadowolony. Podobnie jak jeden ze starszych skazanych, który na początku opierał się i wzbraniał, a po skończeniu dzieła mówił, że bardzo mu to pomogło.

Bo więźniowie nie tylko malują kreski i kropki na karoserii. Oni tworzą dzieło. Inni zobaczą je na ulicy, przeczytają, że to samochód ręcznie malowany w Zakładzie Karnym w Siedlcach. Może uśmiechną się i pomyślą coś dobrego, zwłaszcza kiedy spojrzą na hasło „Arche łączy ludzi” na bocznych drzwiach samochodu. A może dostrzegą autografy twórców?

obrazek

Tapicerowane krzesła w hotelach Arche powstały w Zakładzie Karnym w Siedlcach


Pozytywizm w praktyce

Ponad 30 skazanych z siedleckiego oddziału zamkniętego dla recydywistów penitencjarnych to pracownicy firmy Arche, zatrudnieni w tapicerni i w stolarni na terenie zakładu. Dają życie starym meblom i tworzą nowe. Jedne i drugie stanowią wyposażenie, a często ozdobę hoteli należących do grupy Arche. Pięciu skazanych z oddziału półotwartego pracuje dla Arche poza więzieniem.

– Do pracy w tej firmie najtrudniej się dostać – mówi wychowawczyni z ósmego oddziału. – Osadzeni przechodzą specjalistyczne badania lekarskie, wymagane szkolenia i zaczynają zwykle od połowy etatu. Pracują na dwie zmiany, po cztery godziny każda. Poza wynagrodzeniem dostają od kontrahenta wnioski nagrodowe i pochwały na piśmie, które dołączamy do ich teczek osobopoznawczych. Kontrahent bardzo o nich dba: mają buty, spodnie, koszulki, polary, wszystko dobrej jakości.

– Myśleliśmy bardzo pozytywistycznie: o resocjalizacji przez pracę, nadawaniu człowiekowi sensu życia, o edukacji i wrażliwości – Monika Wojciechowska przyznaje, że bała się, żeby to nie były tylko hasła na papierze. – Ale ostatnio rozmawiałam z panami o szczęściu, które w tym miejscu nie jest wcale takie oczywiste, i o tym, co daje im radość. Usłyszałam wiele miłych słów na temat pracy. Że dzięki niej rośnie ich samoocena, czują się bardziej potrzebni. Pomyślałam, że to właśnie spełnienie naszych marzeń, że o to nam chodziło.

Wśród zatrudnionych przez Arche więźniów nie ma wielu specjalistów – stolarzy czy tapicerów. Ale ci, którzy chcą się nauczyć fachu, są dostrzegani i doceniani. Ostatnio jeden osadzony już po miesiącu pracy dostał cały etat – starał się, najwyraźniej ma predyspozycje, o których nawet nie wiedział. Firma dała mu szansę. Wychowawcy nieraz słyszeli od podopiecznych – pracowników stolarni czy tapicerni, że dawniej po pierwsze do pracy chodzić nie bardzo lubili, a po drugie – meblarstwo do głowy by im nie przyszło. A teraz zbierają pochwały i cieszą się, że tak dobrze im idzie.

obrazek

Krople wody widziane pod słońce - ścienna mozaika to dzieło osadzonych ze służewieckiego aresztu

Edyta Mikołajczuk, wychowawczyni penitencjarnych recydywistów, bardzo sobie chwali współpracę z przedstawicielem firmy Arche, który często bywa w przywięziennych halach. – Jesteśmy w stałym kontakcie z korzyścią dla wszystkich – mówi funkcjonariuszka.

– Nigdy wcześniej nie miałem styczności z osadzonymi – przyznaje Daniel Kopeć. – Zaczęliśmy od społecznych prac, które wykonywali dla stowarzyszenia, później ruszyło zatrudnienie i produkcja. Staramy się, żeby obie strony były zadowolone, a osadzeni – żeby mieli szanse dawać coś z siebie, rozwijać się, pomagać i poczuć się potrzebni. Współpraca z kadrą jednostek układa się znakomicie, co jest nie do przecenienia. Więźniowie inaczej się zachowują wobec nas, a inaczej funkcjonują „pod celą”. Słucham ich, ale wszystkie wątpliwości konsultuję z funkcjonariuszami. Kolejni nowi bezskutecznie próbują coś ugrać, nie wiedząc, że my działamy razem.

Daniel Kopeć koordynuje współpracę kontrahenta z jednostkami penitencjarnymi w Siedlcach i Warszawie na prośbę… żony, czyli dyrektor artystycznej Arche i malarki Moniki Wojciechowskiej. Kiedy okazało się, że to duży projekt, wymagający wielu formalności, poprosiła szefa o wsparcie. I dostała je, w osobie własnego męża. Ona realizuje się artystycznie, on organizacyjnie i komunikacyjnie. Pani dyrektor wspomniała w rozmowie, że przed laty jej tata pracował w siedleckim więzieniu jako cywil, w BHP i zaopatrzeniu. – Ale nigdy jakoś o tym nie opowiadał – dziwi się, bo sama mówi chętnie.


Gościom się podoba

– Oni naprawdę wierzą w resocjalizację, nawet jeśli pracują z recydywistami – mówi Monika Wojciechowska o więziennikach współpracujących z Arche.

– Spotkałam wiele osób, które są przekonane, że więzienie to nie tylko wyrok, ale i szansa na to, żeby w życiu skazanych zmienić coś na lepsze.

Współpraca firmy z więzieniami rozrasta się. We wrześniu dwaj osadzeni z oddziału półotwartego w areszcie na Służewcu zaczynają pracę w warszawskim hotelu. Firma jest coraz bardziej otwarta na to, żeby dawać pracę tym, którzy odzyskują wolność po zakończeniu odbywania kary. W razie potrzeby ma im do zaoferowania także dach nad głową.

obrazek

Na każdym z ręcznie malowanych aut autorzy składają autografy

Wiele obiektów należących do Arche eksponuje meble wykonane lub odnowione przez skazanych. W warszawskim hotelu i centrum konferencyjnym ich dziełem są wiklinowe abażury, fotele, stoliki i większość krzeseł. – Goście są pod dużym wrażeniem, kiedy dowiadują się, że to robili więźniowie – Monika Wojciechowska zauważa, że temat reintegracji i resocjalizacji bardzo interesuje ludzi, którzy nie mają kontaktu z więziennictwem. – O osobach z niepełnosprawnością coś wiedzą, nawet o tych w kryzysie bezdomności, ale więzienia to zupełnie obcy świat. A tu takie ładne rzeczy! Gościom to się bardzo podoba.

Z pracowni rękodzieła artystycznego, która od ponad roku działa w areszcie na warszawskim Służewcu pod kierunkiem instruktorki Arche Aleksandry Bryzek, w Polskę wyjeżdżają między innymi magnesy reklamujące firmę. Tam powstała także mozaika, która zdobi basen w jednym z najnowszych hoteli firmy – Sanatorium Milicyjnym w Nałęczowie. Tak, to nie pomyłka – obiekt o tej nazwie w słusznie minionych czasach PRL-u budowali więźniowie, a potem przez lata budynek niszczał. Zyskał drugie życie i powoli staje się jedną z atrakcji uzdrowiska. Inwestor znowu sięgnął po pomoc osób pozbawionych wolności, a więziennikom proponuje zniżki, o czym informuje na stronie internetowej dawnego Sanatorium Milicyjnego, dziś hotelu Spa.

 
Irena Fedorowicz
zdjęcia Przemysław Turyk,
Monika Wojciechowska, Piotr Tołwiński,
archiwum Arche

Pozostałe aktualności

zobacz wszystkie
Zapisy na Triathlon 2023
Ruszyły zapisy na Triathlon i Paratri
Arche zatrudnia więźniów - konferencja prasowa
Arche robi kolejny krok w stronę rewitalizacji społecznej, jakim jest otwarcie Pracowni Rewitalizacji Meb
Meblościanki poszukiwane
Meblościanka straszy? Teraz możesz się jej pozby

Newsletter

Bądź na bieżąco z najnowszymi promocjami
i wydarzeniami z życia Arche i naszych obiektów!
Wyrażam zgodę na otrzymywanie informacji o
aktualnościach, wydarzeniach i promocjach (więcej
informacji)